Chwilkę o przyjaźni, wspomnieniach i naukach z nich płynących...

Dziś nietypowo, mianowicie nie o wrotkach. Dzisiaj pomówimy trochę o przyjaźni. Zapraszam!

Bardzo chciałabym mieć przyjaciela. Tylko tyle mi trzeba od życia. 
Z góry przepraszam moje przyjaciółki za to określenie. Ale tak, potrzebny mi przyjaciel. Z chłopakami zawsze się dobrze dogadywałam, z prostej przyczyny. Z przyjaciółką często zdarza się poprztykać i wie to każda z nas. My, dziewczyny mamy to do siebie, że hormony obudzają czasem w nas chęć to zabicia przypadkowej osoby. Trzeba nam to wybaczyć, nie nasza wina. 

W swoim życiu miałam przyjaciela. Przynajmniej tak myślałam. Pewnego dnia napisałam na Facebooku i tak jakoś się złożyło, że zaczęliśmy pisać regularnie. Imponowało mi to, że starał się pisać tak często jak mógł i zawsze mnie wspierał. Tak wytrwaliśmy pisząc około dwóch miesięcy. Nadszedł rok szkolny. Z chęcią tam wracałam, codziennie uśmiechnięta przekraczałam próg szkoły, a z jeszcze większym uśmiechem wychodziłam po całym dniu spędzonym z przyjacielem. Moim ulubionym naszym wspomnieniem było nasze pierwsze spotkanie poza szkołą. Chyba do dziś mam zdjęcie które wtedy zrobiliśmy. Doskonale się bawiłam, pamietam tyle szczegółów! Niestety wszystko co dobre, jak na złość musi się szybko skończyć. Po dokładnym pół roku znajomości stwierdził, że nie chce dalej tego ciągnąć. Nawet nie wiem co skłoniło go do tej decyzji, ale nawet nie liczę, że się dowiem. 

Mimo, że nadal mi przykro, kiedy o tym myślę, wiem, że nie straciłam czasu. Nauczyłam się wielu rzeczy. Jedną z najważniejszych zasad, do której nadal się stosuję i uważam to za najmądrzejszą rzecz na świecie: WSZYSTKO DA SIĘ ZAŁATWIĆ SZCZERĄ ROZMOWĄ. 
Niestety gdyby na końcu tej znajomosci tez chciał się do tego zastosować. Niestety, nie mam na to wpływu. 

Teraz też niby mam przyjaciela, niestety mieszka daleko i patrząc po czasie kiedy odpisuje mam wrażenie, że te SMSy to chyba listem ekonomicznym stamtąd idą. 

Zauważyłam, że najlepszych ludzi poznaję przypadkiem. Internetowi przyjaciele poznani pod własnym postem z wymaganiami często okazują się być nie tacy jak chcemy. 

Moją przyjaciółkę Yuki poznałam w przedszkolu, w pieciolatkach. Na początku miałyśmy kilka konfliktów, jednak po jakimś czasie zostałyśmy przyjaciółkami. 

Moją Julkę, Weronikę i Ulę poznałam na konkursie piosenki religijnej. One chodziły do zespołu wokalnego, ja chodziłam do tej samej pani na zajecia prywatne. 

I na koniec moja najpóźniej poznana przyjaciółka (myślę, że zasługuje na to określenie) Ola. Pierwszego dnia w szkole, przed pierwszą lekcją w toalecie spotkałam ją i kilka jej koleżanek. Jedna z nich powiedziała, że Ola chciałaby mnie poznać. 
Chyba gdybym nie założyła przez przypadek podartych jeansów i nie musiała się przebrać, nie miałabym teraz wspaniałej przyjaciółki. 

Poza tym oczywiście moje kochane: 
Ola
Paulina
Wszystkie dziewczyny ze śpiewania
Kolejna Ola
Sandra
Wiktoria 
Kolejna Wiktorrrria (po tym rrr będzie wiedziała, że to o niej mowa) 

Wszystkim Wam dziękuję, że jesteście. 
Dziękuję też wszystkim moim przyszłym przyjaciołom. 

Teraz tylko czekam na kolejny przypadek, który połączy mnie z jakimś cudownym człowiekiem. A może ktoś po przeczytaniu tego posta się zgłosi, Hmm? 😀


Zdjęcie pochodzi z Pinteresta. Autor: Sharron Peters


Komentarze

  1. Ludzie mają to do siebie że przychodzą i odchodzą, ja poznałam wielu różnych ludzi w internecie i po za nim. Tak naprawdę chyba nie mam nikogo kogo mogłabym określić mianem prawdziwego przyjaciela. Po długich latach doszłam do wniosku że Ci których miałam kiedyś nie byli prawdziwi. Zazwyczaj to tylko ja byłam dla nich a dla mnie nie było już nikogo. Ja już chyba nie wierzę że nawet i przez przypadek znajdę kogoś kto zostanie ze mną na bardzo długo. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na prawdziwą przyjaźń, tak jak prawdziwą miłość trzeba czekać. Niestety, tak jak mówisz ludzie przychodzą i odchodzą

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty